Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cięcia, szarpnięcie za włosy, straszny krzyk leżącego pod nim i... wódz podniósł się, trzymając w lewej ręce krwawy skalp. Knox nie poruszał się, bo znowu stracił przytomność; czaszka jego przedstawiała straszny widok.
— Tak będzie z każdym psem, który szarpie czerwonych mężów, a potem zechce zgubić niewinnych! — zawołał Wielki Wilk, zatykając skalp za pas.
Hilton ze zgrozą widział, co się jego towarzyszowi przydarzyło, a z przerażenia stracił zdolność ruchu; powoli opadł na ziemię obok oskalpowanego i usiadł, nie mówiąc ani słowa. Na znak, dany przez wodza, przyszli czerwoni; wkrótce polana zaroiła się od nich; Hilton i Knox zostali związani rzemieniami. —
Kiedy Wielki Wilk mówił o oskalpowaniu, Old Shatterhand wyszedł na skałę, aby nie być świadkiem tej okrutnej sceny i zawiadomił towarzyszy o wyniku rozmowy.
— To źle, — odezwał się Jemmy. — Czy nie mogliście sprawić, aby nas całkiem uwolniono? A może byłoby lepiej, gdybyście dopuścili do walki!
— Z pewnością nie. Bylibyśmy to w każdym razie przypłacili życiem.
— Oho! Bronilibyśmy się, a ze względu na strach, jaki czerwoni czują przed sztućcem, nie trzeba nam było tracić nadziei. Na pewnoby nie odważyli się zbliżyć
— Prawdopodobnie; lecz zato wygłodziliby nas, Mówiłem wprawdzie o tem, że zjedlibyśmy nasze konie, ale prędzej umarłbym z głodu, niżbym zabił mojego karego.
— Czerwoni nie stoją zapewne w gęstych szeregach obok lub za sobą; skoroby tylko zmierzch zapadł mogliśmy się byli ześlizgnąć ze skały, wszyscy czterej