Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Gdybyśmy nie byli przysięgli, że zabijemy każdą bladą twarz, to może pozwolilibyśmy wam odejść; ale przysięgi musi się dotrzymać.
— Nie! Przysięgę można cofnąć.
— Ale tylko wtedy, gdy pozwoli na to wielka narada. Ja jestem jednak tutaj jedynym wodzem; z kim mam się naradzić?
A więc Old Shatterhand doprowadził wodza do tego, że nie nastawał już na ich życie. Kiedy mówił teraz o naradzeniu się, to największe niebezpieczeństwo minęło. Myśliwy znał zwyczaje czerwonoskórych, dlatego milczał, czekając, co Wielki Wilk dalej powie.
Ten objął badawczem spojrzeniem polanę. Myślał naturalnie nad tem, czyby nie można było jednak mimo niebezpiecznej czarodziejskiej strzelby dostać tych białych w swe ręce; wreszcie odezwał się, wzdychając głęboko nad tem, że mając dwustu ludzi przeciw czterem, zmuszony jest czynić ustępstwa.
— Ja sam nie mogę cofnąć mojej przysięgi; może mnie z niej rozwiązać tylko zgromadzenie starszych. Dlatego pójdziecie z nami jako jeńcy, aby dowiedzieć się, co postanowi o was rada.
— Pshaw! Jeńcem może być tylko ten, kto został pojmany. Pojedziemy z wami, ale nie jako jeńcy.
— Więc nie chcecie wydać waszej broni i nie pozwolicie się też związać?
— Nie! W żadnym wypadku!
— Uff! To powiem ci jeszcze jedno. Jeśli nie zgodzisz się na to, to będziemy was oblegać mimo twojej czarodziejskiej strzelby; jeśli zaś ruszycie teraz dobrowolnie z nami do naszej wsi, to zatrzymacie waszą broń