Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i konie i nie zostaniecie również związani. Będziemy postępować zupełnie tak, jakbyśmy żyli z wami w pokoju; zato przysięgniecie nam, że poddacie się postanowieniom rady bez żadnego oporu. Powiedziałem. Howgh!
To słowo było dowodem, że teraz w żadnym razie nie ustąpi; ale Old Shatterhand był zupełnie zadowolony z wyniku rozmowy. Gdyby czerwoni chcieli obecnie naprawdę wykonać napad, to nikt nie uszedłby z całą skórą. Dlatego odpowiedział:
— Wielki Wilk pozna, że jestem jego przyjacielem. Poddamy się bez oporu postanowieniom starszych.
— Weź twój kalumet i przysięgnij, że tak uczynisz.
Old Shatterhand odwiązał ze sznura fajkę pokoju, napełnił ją szczyptą tytoniu i zapalił przy pomocy punksa[1], potem, wypuściwszy dym ku niebu i ziemi i w cztery strony świata, rzekł:
— Przyrzekam, że nie będziemy myśleć o oporze.
— Howgh! — stwierdził wódz. — Teraz jest dobrze.
— Nie, bo i ty musisz stwierdzić przysięgą swe przyrzeczenie, — oświadczył Old Shatterhand, podając czerwonemu fajkę.
Ten liczył w duszy może na to, że Old Shatterhand nie pomyśli o tem. W tym wypadku nie czułby się związany przyrzeczeniem i postąpiłby z białymi według własnej woli, gdyby tylko zeszli ze skały. Jednak zgodził się na żądanie bez oporu, wziął fajkę i, wydmuchnąwszy dym w ten sam sposób ku niebu, ziemi i czterem stronom świata, rzekł:

— Czterem białym nie stanie się z naszej strony nic złego, dopóki rada starszych nie poweźmie postanowienia co do ich losu: Howgh!

  1. Krzesiwo.