Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/182

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Oto jest strzelba; weź ją i obejrzyj!
Już czerwonoskóry wyciągnął rękę po broń, ale cofnął się i zapytał:
— Czy może ją dotknąć kto inny oprócz ciebie? Jeśli to jest rzeczywiście czarodziejska strzelba, to każdemu, do kogo nie należy, musi grozić niebezpieczeństwem, skoro tylko jej dotknie.
— Nie mogę ci zdradzić jej tajemnicy. Weź ją i sam spróbuj!
Trzymając sztuciec w prawej ręce, położył palec na bębenku, aby go lekkim, zupełnie niedostrzegalnym ruchem tak obrócić, że przy najmniejszym poruszeniu musiał strzał nastąpić. Jego bystre oczy zauważyły grupę kilku czerwonych, którzy z ciekawości opuścili swe obronne stanowisko i teraz stali obok siebie na brzegu polany. Grupa ta tworzyła tak dobry cel, że kula, nawet niezupełnie dokładnie wycelowana, musiała trafić jednego z Utahów.
Teraz szło tylko o to, czy wódz chwyci za karabin czy nie. Był wprawdzie mniej przesądny, niż inni czerwonoskórzy, ale jednak niezupełnie dowierzał strzelbie. — Old Shatterhand ujął teraz sztuciec obu rękami i zbliżył do wodza tak, że lufa była skierowana we wspomnianą grupę Indjan. Ciekawość Wielkiego Wilka przewyższała jednak jego obawę, więc chwycił za strzelbę. Westman włożył mu ją do ręki, ta dotknęła zamku. W tej samej chwili huknął strzał, — a tam, gdzie stał, Indjanie, rozległ się krzyk; Wielki Wilk przerażony upuścił sztuciec. Jeden z czerwonych został raniony,
— Czy ja go zraniłem? — zapytał wódz zmieszany.
— A któż inny? — odpowiedział Old Shatterhand. — To