Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To idź na wschód i policz białych! A jakich dowódców mają! Powstaną po nas mściciele, z których każdy zosobna będzie wart tyle, co wielu, wielu Utahów.
— Kto to będzie?
— Nazwę ci tylko jednego: Old Firehand!
— To bohater; jest.on wśród białych twarzy tem, czem grizly między psami prerjowemi, — przyznał wódz. — Ale ten byłby jedynym, drugiego mściciela nie możesz mi wymienić.
— O, wielu, wielu jeszcze mogę przytoczyć; ale wspomnę tylko jednego: Winnetou!
— Milcz! On jest wodzem Apaczów! Biali czują się za słabi wobec nas; posłali do Nawajów i podjudzili ich przeciw nam.
— Wiesz już o tem?
— Oczy Wielkiego Wilka są bystre, a uszom jego nie ujdzie żaden szmer. Czy Nawajowie nie należą do szczepu Apaczów? Czyż więc nie musimy uważać Winnetou za naszego wroga? Biada mu, jeśli wpadnie w nasze ręce!
— Wtedy biada i wam! Ostrzegam cię. Mielibyście wówczas przeciw sobie nie tylko białych wojowników, ale także wiele tysięcy wojowników Meskalerów, Llanerów, Xikarillasów, Tarakonów, Nawajów, Czirigamiów, Pilanenjów, Lipanów, Copperów, Gilasów i Mimbrenjów, którzy wszyscy należą do szczepu Apaczów. Ci pociągnęliby przeciw wam, a biali nie potrzebowaliby nic czynić, tylko spokojnie przyglądać się, jak Utahowie i Apacze nawzajem się mordują. Czy rzeczywiście chcesz twym białym wrogom sprawić taką radość?
Wódz popatrzył przed siebie: