Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


jąc na ziemię:
— Usiądźmy! Wojownicy Utahów musieli wykopać topory wojenne przeciw bladym twarzom; nie istnieje więc ani jeden biały, którego mógłbym pozdrowić jako przyjaciela.
Usiadł, a Old Shatterhand naprzeciw niego. Ognisko wygasło, a tuż przy jego resztkach leżeli jeszcze Knox i Hilton, którzy musieli być bardzo mocno ogłuszeni, bo jeszcze ciągle się nie poruszali. — Mustang Old Shatterhanda zwietrzył Indjan, zanim rozległ się głos wodza, i parskając schronił się w pobliże skały. Stary muł Davy’ego miał równie dobry nos i poszedł za jego przykładem, a ponieważ konie Franka i Jemmy’ego skorzystały z tej wskazówki, przeto wszystkie cztery zwierzęta stały teraz tuż przy skale, a ich postawa I zachowanie wskazywały, że są zupełnie świadome niebezpieczeństwa, w jakiem znaleźli się panowie. —
Zdawało się, że żaden z obu siedzących naprzeciw siebie nie chce zacząć rozmowy. Old Shatterhand patrzył w oczekiwaniu w ziemię, tak obojętnie, jakby nic złego nie mogło mu grozić. Czerwony jednak nie mógł badawczego wzroku oderwać od białego. Barwa, pokrywająca grubą warstwą twarz jego, nie pozwalała widzieć jej wyrazu, ale kąty ust, przeciągnięte szeroko i nieco ku górze, wskazywały, że wyrobił sobie o myśliwym, o którym wiele mówiono, zdanie, które nie chciało się teraz pogodzić z jego wyglądem. Widać to było, kiedy wreszcie uczynił prawie ironiczną uwagę:
— Sława Old Shatterhanda jest wielka, ale jego postać nie dorosła jej.
Postać Old Shatterhanda przenosiła zwykłą miarę,