Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdejmuje koniowi uzdę? A skąd macie te indjańskie wędzidła?
— Kupiliśmy je od czerwonych.
— A może także i konie?
— Nie, — odpowiedział Knox, widząc, że to zuchwałe kłamstwo z pewnościąby mu nie uszło.
— A więc Indjanie Utah handlują wędzidłami? O tem nie wiedziałem dotąd. A skąd macie konie?
— Kupiliśmy je w forcie Dodge.
— Tak daleko stąd? A ja założyłbym się, że tę zwierzęta w ostatnich czasach całemi tygodniami przebywały na pastwisku. Koń któryby przyniół jeźdźca z fortu Dodge aż tutaj, wyglądałby zupełnie inaczej. A jak się to stało, że wasze konie nie są podkute?
— O to musicie zapytać handlarza, od którego ja kupiliśmy.
— Banialuki! Te zwierzęta zostały skradzione!
— Sir! — zawołał Knox, chwytając za nóż. Również i Hilton sięgnął ręką do pasa.
— Pozostawcie noże w spokoju, bo inaczej powalę was na ziemię! — groził Old Shatterhand. — Czy myślicie, że nie poznaję w tych koniach tresury indjańskiej?
— Przecież widzieliście nas na koniach tylko przez krótką chwilę, gdyśmy od ścieżki jechali do tych kamieni?
— Słusznie, ale widzę, że unikają naszych zwierząt, a trzymają się razem. Konie zostały skradzione Utahom, a wy należycie do ludzi, którzy napadli na tych czerwonych biedaków.
Knox nie wiedział już, co ma dalej mówić; nie dorastał przenikliwością Shatterhandowi. Stało się z nim to, co zwykle dzieje się w podobnych wypadkach z te-