Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zmusili Utahów do wykopania topora wojennego.
— I myślisz, że takich właśnie ludzi mamy przed sobą?
— Tak, takie jest moje zdanie. Siedzą poza lasem; chodźmy za nimi. —
Rudy kornel starał się powiększyć swój oddział, który, jak wiadomo, składał się z dwudziestu trampów, rozbitków z pod Eagle-tail. Przyszedł do przekonania, że wgórze oddział jego zostanie prawdopodobnie mocno przetrzebiony przez Indjan i, że więc dwudziestu ludzi będzie stanowczo za mało. Dlatego w czasie jazdy przez Colorado ściągał do siebie każdego, kto do tego okazał ochotę. Naturalnie, byli to wyłącznie ludzie pozbawieni wszelkiego zajęcia, w których napróżnoby szukać śladów moralności. Pomiędzy nimi znajdowali się także Knox i Hilton, ci właśnie, którzy teraz zbliżali się do lasu. Nowa banda kornela wkrótce tak wzrosła, że musiała zwracać na siebie uwagę, a zaprowiantowanie jej stawało się z dnia na dzień trudniejsze. Dlatego kornel powziął postanowienie podzielenia jej; z jedną połową miał sam przejść w okolicy La Veta przez Rocky-mountains, reszta miała się zwrócić ku Morrison i Georgetown, aby tam przejść przez góry. Ponieważ Knox j Hilton byli ludźmi doświadczonymi, przeto oni mieli kierować drugim oddziałem. — Przebyli szczęśliwie góry i zatrzymali się w okolicy Brecken-ridge. Tam spotkało ich nieszczęście; spłoszona stadnina pewnego hacjendera przeszła koło nich; przytem zerwały się ich własne konie i uciekły z tamtemi. Chcąc zdobyć nowe, napadł na obóz Utahów, lecz Indjanie doścignęli ich i pobili. Sześciu uszło; ale czerwoni następowali tym sześciu niezmordowanie na pięty; czterech padło jeszcze po-