Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


krzykiwało się naraz. Okoliczności nie powalały im tracić dużo czasu; dym, wypełniający tunel, z każdą chwilą gęstniał i coraz bardziej zatykał oddech w piersiach. — Wobec takiego człowieka, jak Old Firehand, stracili odwagę, przekonani, że gotów spełnić swą groźbę; innej zaś drogi ocalenia nie widzieli. To też z tunelu przeleciał ponad ogniskiem kapelusz i zaraz potem okrzyk Old Firehanda pouczył ich, że pierwszy wyjść może. Kiedy ten przeskoczył, musiał, nie zatrzymując się, przejść przez most, gdzie przyjęli go rafterzy i myśliwi. Zaopatrzeni w liny, sznury i rzemienie, wiązali każdego, kto tylko dostał się na drugą stronę. Trampów wypuszczano z tunelu w takich odstępach, że było dość czasu na skrępowanie każdego zosobna, zanim następny nadszedł. Odbywało się to tak prędko, że po kwadransie wszyscy znaleźli się w rękach zwycięzców. Ale ku wielkiemu rozgoryczeniu, brak było jednak rudego kornela. Jeńcy, których o niego zapytywano, wyznali, że ten z dwudziestoma innymi nie wsiadł do pociągu; szukano go gorliwie w tunelu i w wagonach, ale nie znaleziono nawet śladu. Ludzie mówili prawdę.
Czyżby miał uciec właśnie ten człowiek, na którym najwięcej zależało? Nie! Jeńców oddano żołnierzom i robotnikom, a potem Old Firehand powrócił z Winnetou, myśliwymi i rafterami na miejsce, gdzie się pociąg zatrzymał, aby zbadać ślady zaginionych. Westman wysłał do Sheridanu czterech rafterów, aby mu przyprowadzili jego konia, odzież myśliwską i obu pojmanych trampów. Nie chciał już wracać do Sheridanu, lecz zamierzał udać się z towarzyszami do fortu Wallace, dokąd miano zawieźć jeńców, bo tam pod strażą wojsko-