Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Naprzód, naprzód! — rozkazał myśliwy maszyniście. — I to nie powoli, ale odrazu prędko! Zdaje się, ze teraz wsiadł także konie! Nie możemy zwlekać!
Maszynista nie dając znaku syreną, puścił pociąg w ruch.
— Stój, stój, — krzyknął jakiś głos. — Zastrzelić tych psów!
Kiedy potoczyły się wagony, trampi, nietyle strachem, ile zdziwieniem ogarnięci, chcieli wysiąść lub wyskoczyć, ale wobec szybkości, jaką maszynista nadał pociągowi, próba ta pociągnęłaby śmierć za sobą. Old Firehand musiał podtrzymywać ogień; płomień oświecił jego i towarzyszy. — Nagle wyłamano przednie drzwi pierwszego wagonu i ukazał się w nich Woodward; ujrzał teraz przed sobą na lokomotywie jasno oświetloną twarz myśliwego i domniemanych trampów, stojących w zupełnej zgodzie obok niego.
— Old Firehand! — ryknął tak głośno, że usłyszano go pomimo łoskotu toczących się kół i sapania maszyny. — Ty psie! Jedź do djabła!
Wyciągnąwszy pistolet z za pasa, wystrzelił. Old Firehand rzucił się na ziemię, aby uniknąć strzału. Ale już w następnej chwili błysnął w jego ręce rewolwer i Woodward, trafiony w serce, runął zpowrotem do wagonu. W otwartych drzwiach pojawili się i inni; natychmiast dosięgła ich kula z broni myśliwego. Obu robotnikom udało się wstawić jedną z bocznych ścian w fugę poprzeczną, a więc między wóz a maszynę. Teraz mogli trampi strzelać!...
Pociąg mknął dalej; maszynista bacznie śledził tor, oświetlony latarniami. Tak minął kwadrans i na wscho-