Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cy, aby powstrzymać kule z pistoletów lub karabinów.
Po niedługim czasie pociąg dotarł do Sheridanu, gdzie palacz niespostrzeżenie zeskoczył. Na stacji znajdował się tylko inżynier; zamieniwszy z maszynistą kilka obojętnych słów, dał znak do odjazdu. —
Tymczasem dwaj szpiedzy, których Old Firehand podsłuchał na szkarpie, przybyli na miejsce, gdzie obozował kornel z trampami. Zawiadomili go, że w Sheridanie nikt nawet nie przeczuwa tego, co ma nastąpić; wieść ta wywołała wielką radość. Potem jednak szpiedzy wzięli kornela na bok i przedstawili mu obawy, które ich obu dręczyły. Ten wysłuchał spokojnie i rzekł:
— Rzeczywiście nie mam zamiaru zatrzymywać przy sobie wszystkich ludzi; większość to nieużyteczni hultaje; również ani mi się śni dać choćby jednego dolara z owego pół miljona tym, którzy mi nie są potrzebni.
— To sami sobie wezmą.
— Zobaczymy. Już ja o tem pomyślałem.
— Ale przecież wsiądą do pociągu.
— Naturalnie! Wiem o tem, że wszyscy się tam będą pchali, lecz ja zaczekam na torze, aż wyniosą kasę. Potem, jak pociąg ruszy, zobączymy, co będzie dalej.
— A co się stanie z nami oboma?
— Wy zostaniecie ze mną. Przez to, że was wysłałem do Sheridanu, dałem wam dowód mojego zaufania. Teraz idźcie do Woodwarda; on zna moje zamiary i wymieni wam tych, których przy sobie zatrzymam.
Szpiedzy, posłuchawszy tego rozkazu, usiedli obok wymienionego, który u kornela piastował godność mniej więcej porucznika. — Teraz wszystko jeszcze znajdowało się w ciemnościach; później dopiero, kiedy zbliżała się