Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/136

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Winnetou nie brał w rozmowie udziału. Oparłszy się o skałę, zamknął oczy, ale bynajmniej nie spał, bo od czasu do czasu podnosił powieki, a wtedy wybiegało z poza nich ostre i badawcze, jak strzała spojrzenie. —
Było już koło północy, kiedy Old Firehand oświadczył inżynierowi, że wyrusza naprzeciw pociągu. Zawołał obu robotników, którzy mieli stanąć na lokomotywie zamiast trampów, i udał się z nimi na tor, lecz tak, żeby pozostali przypadkiem szpiedzy nie mogli go spostrzec.
Zapadł gęsty mrok. Niespostrzeżenie dotarli do miejsca, w którem można było połączyć się telegraficznie, i usiedli w trawie, aby czekać na przybycie pociągu. Nie było jeszcze godziny trzeciej, gdy ten nadjechał i zatrzymał się przy nich; składał się z maszyny i sześciu wielkich wagonów osobowych. Old Firehand zlustrował wagony; były puste. W przednim wozie leżał zamknięty kufer, napełniony kamieniami. Maszynista prosił, czyby nia mógł prowadzić pociągu, podczas gdy palecz miał wysiąść w Sheridanie, Ibo Old Firehand chciał sam zająć miejsce palacza. Myśliwy, skinąwszy uprzejmie głową maszyniście, wsiadł z obu robotnikami, poczem uczernił sobie twarz sadzą; w płóciennem ubraniu wyglądał zupełnie jak palacz. Pociąg ruszył.
Wozy były zbudowane na sposób amerykański; aby się dostać do przednich należało wsiąść do ostatniego; naturalnie wszystkie były oświetlone. Lokomotywa, z gatunku tak zwanych maszyn tenderowych, otoczona była wysokiemi, silnemi ścianami z mocnej blachy dla ochrony przed napadem ub burzą. Okoliczność bardzo pomyślna, bo te ściany zakrywały prawie zupełnie stojących na lokomotywie ludzi i posiadały dość mo-