Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Teraz spoglądano na Drolla zupełnie innemi oczyma. Wyznanie, że jest detektywem, rzuciło na całą jego osobistość i na wszystkie z rozmysłem przybrane właściwości inne światło. Ukrywał się pod śmieszną powierzchownością, aby tem pewniej móc dosięgnąć ręką tego, kogo zechce ująć.
— A więc, — ciągnął Droll, — zabrałem się przedewszystkiem do Freda, aby go wybadać; pozbierałem również wszystko, co opowiadano o tym wypadku. Szafeczkę, wiszącą na ścianie, morderca otworzył; nie mógł jej jednak wyłamać, gdyż wywołany tem hałas byłby pobudził mieszkańców domu; dlatego też zamordował ich, aby dostać w swe ręce rysunek; miał zamiar udać się następnie nad Srebrne Jezioro. Musiałem więc iść za nim i wziąłem ze sobą Freda, który go widział i mógł rozpoznać. Już na steamerze miałem tego draba w podejrzeniu, a u rafterów Fred go poznał; teraz wpadnie mi zapewne w ręce.
— Tobie? — zapytał stary Blenter. — Oho! Co chcesz z nim zrobić?
— To się pokaże. Niekoniecznie mam wlec go do Benton. Jeśli dam dowody jego śmierci i wykażę, że się do tego przyczyniłem, to nagroda jest tak pewna, jak ten sleeping-gown. — Na dzisiaj dosyć się nagadałem i teraz chcę się trochę przespać. Obudźcie mnie, jak nadejdzie czas!
Wstał, aby sobie wyszukać gdzie na uboczu jaki ciemny kącik. Reszta jednak nie myślała o śnie. To, co usłyszeli, zajmowało ich jeszcze przez długi czas; nadto spodziewane starcie z trampami dostarczało niewyczerpanego tematu do rozmowy.