Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w St. Louis siostrę, żonę bogatego reedera. Ta wyznaczyła dziesięć tysięcy dolarów nagrody za schwytanie owego mordercy, rabusia i podpalacza. Lecz i to nie odniosło skutku. Wtedy powzięła myśl zwrócenia się do biura prywatnych detektywów Harrisa & Blothera; to poskutkowało.
— Poskutkowało? — zapytał Watson. — Morderca jest przecież jeszcze wolny! Naturalnie przypuszczam, że to nikt inny, tylko kornel.
— Tak, jeszcze wolny, — odpowiedział Droll, — ale prawie już schwytany. Udałem się do Benton, aby tam choć raz otworzyć oczy lepiej, niż to inni uczynili, i...
— Wy? Dlaczego wy?
— Aby zarobić pięć tysięcy dolarów!
— Było przecież dziesięć tysięcy!
— Honorarjum idzie do podziału, — zauważył Droll. — Jedną połowę otrzymują Harris & Blother, drugą detektyw.
— Tak, a zatem wy, sir, należycie do policji?
— Hm! Myślę, że mam do czynienia wyłącznie z uczciwymi ludźmi, wśród których niema ani jednego, któremu trzebaby kiedyś również stąpać po piętach; powiem wam więc to, o czem dotychczas milczałem: jestem prywatnym agentem policyjnym i to dla pewnych dystryktów dalekiego Zachodu. Już niejednego człowieka, który czuł się bezpiecznie, wydałem master dozorcy i mam zamiar dalej to robić. No, więc wiecie już o tem i znacie również powód, dlaczego nie mam zwyczaju mówić o sobie. Stary Droll, z którego setki ludzi się śmiało, nie jest wcale tak śmiesznym człowiekiem, jeśli się go bliżej pozna. — Ale to nie należy do rzeczy; mówimy przecież o morderstwie.