Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rjał budowlany, do której przyczepiano wagony do przewożenia ziemi. W tych wagonach miano teraz przewieźć robotników; obecnie nie można było czekać z tem do północy; należało działać natychmiast, aby rozproszyć podejrzenia szpiegów. Old Firehand poczołgał się więc zpowrotem i wślizgnął do domu inżyniera, aby mu opowiedzieć, co usłyszał.
— Well! — rzekł inżynier. — Musimy tych ludzi zaraz wysłać. Ale, szpiedzy zobaczą ich, gdy będą wsiadać!
— Nie, każemy robotnikom wymknąć się niespostrzeżenie. Niech odejdą stąd o jaki kwadrans drogi, a potem zaczekają przy torze, aż nadejdzie próżny pociąg, który ich zabierze; ponieważ odgłos lokomotywy nie dochodzi tak daleko, tor zaś skręca, więc szpiedzy ani zobaczą ani posłyszą, że pociąg przystanie.
— A ilu ludzi mam tutaj zatrzymać?
— Dwudziestu wystarczy zupełnie do obrony waszego domu i pilnowania obu jeńców. Zarządzenia te możecie wydać w przeciągu pół godziny, a potem pociąg odejdzie. Ja zakradnę się znowu do szpiegów, aby podsłuchać, co będą mówić. —
Niedługo potem leżał poza obu drabami, którzy siedzieli teraz w milczeniu. Myśliwy widział tak samo, jak oni, całą przestrzeń, leżącą przed nim i wysilał się, jak mógł, aby dostrzec poruszenia mieszkańców; ale — napróżno. Robotnicy odeszli tak ostrożnie, że szpiedzy nie domyślali się niczego. Zresztą światło, płonące w budynkach i chatach, nie było w słanie oświetlić osady na tyle, aby można było dokładnie rozróżnić postacie ludzi.
Wtem ujrzano, jak z domu inżyniera zbliżył się do toru ktoś z jasną latarnią, wołając tak głośno, że