Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


słychać było daleko:
— Z pustym pociągiem odjazd do Wallace! Tam brak wagonów!
Był to głos inżyniera. Maszynista, zgodnie z umową, odpowiedział równie głośno:
— Well, sir. Bardzo się cieszę, że wreszcie odjadę i nie będę palił węgli na darmo. Czy macie jakie zlecenie do Wallace?
— Nie, chyba tylko życzenie dobrej nocy dla inżyniera, który pewnie bądzie siedział przy kartach, gdy przyjedziecie. Good road![1]
— Good night[2], sir!
Świstawka pokilkakroć odezwała się przeraźliwie i pociąg ruszył. Kiedy turkot kół ucichł, odezwał się jeden ze szpiegów:
— No, czy wiesz już, jak sprawa stoi z tą lokomotywą?
— Tak, jestem teraz spokojny o nią; odprowadza puste wagony do Wallace, których tam potrzebują. Moje podejrzenie było nieuzasadnione.
— Wszelki cień podejrzenia jest tu wogóle głupotą. Plan został tak ułożony, że bezwarunkowo musi się udać. Moglibyśmy właściwie odejść już teraz.
— Nie, Kornel kazał nam czekać do północy i musimy go słuchać.
— Oczywiście! Ale jeśli mam do tego czasu tu siedzieć, to nie widzę powodu, dla któregobym miał nadwerężać oczy. Położę się i pokrzepię snem.
— Ja także; to bardzo rozsądna myśl. Potem nie będzie ani czasu, ani ochoty do snu. —

Old Firehand, powróciwszy do inżyniera, udał się z nim do wnętrza domu, gdzie przy winie i cygarach

  1. Dobrej drogi.
  2. Dobrej nocy.