Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Również niech oczyszczą swą broń. Jeszcze przed północą wsiądą na pociąg, który ich zawiezie w odpowiednie miejsce,
— Well! Muszę się zadowolić tą odpowiedzią. Wasze rozkazy zostaną spełnione. —
Kiedy się oddalił, Old Firehand zapytał inżyniera, czy nie ma dwóch robotników, którzyby przypominali z postaci i rysów twarzy obu pojmanych trampów; zarazem musieliby mieć dosyć odwagi, by na miejscu uwięzionych stanąć na lokomotywie. Charoy po namyśle wysłał murzyna, aby sprowadził ludzi, których uważał za odpowiednich do tego celu. Kiedy ci weszli, poznał Old Firehand, że wybór wypadł wcale niezgorzej; wybrani mieli prawie ten sam wzrost, a co się tyczyło rysów twarzy, to można się było spodziewać, że mroki nocy zatrą różnicę. Teraz należało się jeszcze postarać, aby ich głos nie zanadto kłócił się z głosem trampów. Dlatego Old Firehand w obecności obu robotników przeprowadził krótkie przesłuchanie pojmanych. Tak tedy robotnicy oswoili się z ich głosem i mogli go później od biedy naśladować.
Kiedy się z tem wszystkiem uporano, myśliwy opuścił dom, aby jeszcze raz zwyczajem westmanów przeszukać okolicę. —
Jeśli szpiedzy nadeszli, to znajdowali się z pewnością w takiem miejscu, skąd w nocy z najmniejszem niebezpieczeństwem, a największą wygodą mogli obserwować osadę robotniczą. Takie miejsce znajdowało się niedaleko domu inżyniera. Dla przeprowadzenia toru musiano przekopać teren i dlatego tuż przy torze wznosił się szkarp, na którego szczycie rosło kilka drzew.