Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Nie, — brzmiała odpowiedź przerażonego.
— To mieliście chyba oczy zamknięte pod farmą Butlera. Jestem Old Firehand.
Wyciągnął przytem trampowi nóż z za pasa i rewolwer z kieszeni, a tramp przestraszony nie uczynił żadnego ruchu, aby mu w tem przeszkodzić. Potem myśliwy zwrócił się do inżyniera:
— Proszę was, sir, idźcie na górę do pisarza i powiedzcie mu, że Dugby był; ale nic więcej. Potem powrócicie tutaj.
Urzędnik oddalił się, a Old Firehand posadził trampa przemocą na krześle i przywiązał go do poręczy silnym sznurem, leżącym na biurku.
— Sir, — odezwał się drab, który teraz dopiero ochłonął ze strachu, — skąd to postępowanie? Dlaczego mię wiążecie? Ja was nie znam!
— Milcz teraz! — krzyknął westman, chwytając za rewolwer. — Jeśli się jeszcze raz odezwiesz bez pozwolenia, wpakuję ci kulę w łeb.
Ten zbladł jak trup i odtąd nie odważył się otworzyć ust więcej. — W tej chwili wszedł znowu inżynier. Old Firehand skinął na niego, aby pozostał przy drzwiach, i sam stanął przy oknie, jednakże tak, że go z zewnątrz nie można było dojrzeć. Był przekonany, że ciekawość nie pozwoli pisarzowi pozostać długo w pokoju. Nie minęło też ani dwu minut, kiedy ujrzał jakąś rękę, sięgającą poza beczkę; właściciela tej ręki nie było widać, bo stał tuż przy drzwiach. Firehand skinął na inżyniera, a ten otworzył szybko drzwi, właśnie w tej chwili, kiedy pisarz chciał się obok nich przesunąć.
— Master Heller, czy nie zechcecie wejść? — zapytał.