Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pogodzić. Była może godzina jedenasta, gdy przyszedł do niego inżynier; opowiadał, jak pisarz zapamiętale przykłada się do wyznaczonej mu pracy, ile zadaje sobie trudu, aby uchodzić za porządnego urzędnika. — W tej chwili Old Firehand zobaczył małego, garbatego i człowieka, idącego wgórę; odziany był w strój myśliwca; przez ramię miał przewieszony długi karabin.
— Humply-Bill! — zawołał zaskoczony westman i dodał tonem objaśnienia: — Ten człowiek należy do mojej gromadki. Musiała zajść jakaś niespodzianka, inaczej byśmy nie zobaczyli go tutaj. Mam nadzieję, że nic złego. Wie, że jestem niejako „incognito“, więc nie będzie pytał o mnie, tylko o was. Czy zechcecie go tu wprowadzić, sir?
Inżynier wyszedł; w tej samej chwili Bill przestąpił próg domu.
— Sir! — odezwał się do inżyniera. — Przeczytałem na tablicy, że tu mieszka inżynier. Czy mogę się widzieć z tym master?
— To ja sam. Wejdźcie! — Po tych słowach zaprowadził go do izby Old Firehanda, który przyjął małego pytaniem, czemu przybył do Sheridanu wbrew poprzedniej umowie.
— Nie obawiajcie się, sir; nic złego. Wybrano mnie, abym wam zaniósł wiadomość. Jechałem ostro, trzymają się ciągle toru kolejowego, gdzie naturalnie trampi się nie pokażą; nie spostrzegli mię przeto. Konia ukryłem w lesie, a sam przemyciłem się tak, by mię tutejsi ludzie nie mogli zobaczyć.
— Dobrze, — skinął Old Firehand. — Cóż się więc stało?
— Wczoraj pod wieczór przyszedł do nas, jak za-