Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ukryć zupełnie blisko.
— A gdzie?
— Hm, trzeba obrać miejsce, do którego mógłbym się dostać, nie zwracając na siebie uwagi i nie tracąc dużo czasu. Wiem, że przed południem będę musiał porządnie pracować; trzeba wypełnić długie listy wypłat, jak mi mówił inżynier. W każdym razie znajdę może czas, aby wyjść przynajmniej do drzwi domu. Tuż obok nich stoi beczka na deszczówkę, za którą możesz ukryć kartkę. Jeśli przyciśniesz kamieniem, to nikt niepowołany jej nie znajdzie.
— Ale jak się dowiesz, że kartka leży w tem miejscu? Przecież nie możesz zbyt często chodzić do beczki.
— I to się da zrobić. Muszę ci przecież powiedzieć, sam lub przez kogoś, że masz ze mną wsiąść na pociąg, wiozący pieniądze. Wnet po popołudniu każę cię szukać. Wtedy przyjdziesz, aby się dowiedzieć, czego chcę od ciebie. Przytem ukryjesz kartkę, a ja będę wiedział, że jest ona w oznaczonem miejscu. Czy zgadzasz się na to?
— Tak!
— A śpiesz się w drodze! No, dobranoc!
Tamten, odpowiedziawszy na to życzenie, czmychnął. Okno cicho zamknięto. Old Firehand leżał jeszcze chwilę na dachu, potem ostrożnie posunął się ku klapie prowadzącej nadół. Inżynier czuwał. Myśliwy opowiedział mu wszystko, co słyszał, wyrażając przekonanie ze sprawa pójdzie zamierzonym torem. —
Nazajutrz Old Firehand obudził się wcześnie, przyzwyczajonemu do czynu i ruchu, niełatwo był siedzieć w izbie, w ukryciu; jednakże musiał się z tem