Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pewne wiecie, Winnetou, ku niezmiernej radości ciotki; inni byli także dumni, że mogą widzieć tego człowieka u siebie. Na obóz wybraliśmy miejsce, któregoby żaden z tych drabów nie odkrył. Cóż jednak zdoła ujść oczom Winnetou? Zaraz nas znalazł! Na krótko przed swem przybyciem wyszpiegował również obozowisko trampów, a gdy się zupełnie ściemniło, udał się tam, aby ich obserwować, a może podsłuchać. Kiedy do wschodu słońca, a nawet przez kilka godzin dnia, jeszcze nie wrócił, zaczęliśmy się o niego obawiać; ale to było zbyteczne; nic mu się nie stało; owszem, w biały dzień podkradł się tak daleko do trampów, że mógł zrozumieć ich rozmowę! Zresztą nie była to wcale rozmowa, ale raczej wrzaski. Przyszedł z Sheridanu posłaniec, a wiadomość, jaką przyniósł, wyprowadziła całą bandę z równowagi.
— Aha, Dugby!
— Tak, Dugby! Tak się ten drab nazywał. — Opowiadał, że pociąg ma przywieźć pół miljona dolarów.
— To prawda!
— Tak! Apacz mówił o tem także. To więc jest pułapka, w którą chcecie tych łajdaków wciągnąć? Dugby powiedział trampom tylko to, czego się od was dowiedział.
— I to leżało w naszym planie.
— Ale musicie też wiedzieć, co oni postanowią?
— Naturalnie! W tym celu poczyniliśmy przygotowania, aby wnet po powrocie Dugby’ego dowiedzieć się o tem.
— To już zbyteczne. Winnetou wszystko podsłuchał. Łajdaki z radości tak głośno krzyczeli, że słychać ich