Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/082

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zdumionem, lecz przyjaznem Apaczowi. Był to inżynier. Jego nazwisko, bronzowa cera i ciemne kręcone włosy, kazały się domyślać, że pochodzi ze stanów południowych, z rodziny pierwotnie francuskiej.
— Kogo szukacie tu o tak wczesnej porze, messurs? — zapytał, składając czerwonemu ukłon pełen szacunku.
— Szukamy inżyniera mr. Charoy, — odpowiedział ów biegłą angielszczyzną, przyczem nawet francuskie nazwisko wymówił zupełnie poprawnie.
— Well, ja nim jestem. Bądźcie tak uprzejmi i wejdźcie!
Cofnął się do pokoju tak, że dwaj przybysze mogli wejść za nim. Pokój był mały i skromnie urządzony. Przybory do pisania, leżące na meblach, pozwalały się domyślać, że to biuro inżyniera. Gospodarz przysunął gościom dwa krzesła i czekał z widocznem zaciekawieniem. Jankes usiadł zaraz, lecz Indjanin stał jeszcze uprzejmie, skinął na powitanie głową i począł:
— Jestem Winnetou, wódz Apaczów...
— Wiem o tem.
— Wiesz o tem? — zapytał czerwony. — Czy widziałeś mię kiedy?
— Nie, ale jest tu ktoś, kto cię zna i widział przez okno, jak zbliżaliście się. Jestem niezmiernie uradowany, że mam sposobność poznać słynnego Winnetou. Usiądź i powiedz, co cię do mnie sprowadza; potem poproszę cię, abyś był moim gościem.
Indjanin usiadł na krześle i odpowiedział:
— Czy znasz bladą twarz, która mieszka w Kinsley i nazywa się Bent Norton?