Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czyste sumienie. Obejrzę twą ranę; przedtem jednak powiedz, dlaczego mordercy zawrócili, aby was ścigać? Czy wiesz to?
Hartley słyszał już nieraz o Winnetou, to też odpowiedział ze zdwojoną uprzejmością:
— Powiedziałem ci to już. Chcieli nas usunąć, abyśmy nie mogli zdradzić, że mię obrabowali.
— Nie! Gdyby tak było, to sprzątnęliby was natychmiast. Musiał być jakiś inny powód, który im przyszedł dopiero później do głowy. Czy obszukali cię dokładnie?
— Tak.
— I zabrali ci wszystko? Czy i twemu towarzyszowi?
— Nie. On im powiedział, że jest biednym zbiegiem, a na dowód pokazał im list.
— List? Czy oni go zatrzymali?
— Nie. Dostał go zpowrotem.
— Gdzie go schował?
— Do kieszeni surduta na piersiach.
— Niema go tam. Przeszukałem wszystkie kieszenie zabitego, ale żadnego listu nie znalazłem. A więc to pismo skłoniło ich do tego, że zawrócili, aby was ścigać.
— Chyba nie!
Indjanin nie odpowiedział, lecz wyniósłszy trupa z zarośli, obszukał jeszcze raz jego kieszenie. Stan zmarłego przejmował grozą, nie z powodu ran od kuli, lecz ponieważ mordercy pokrajali mu twarz nożami wszerz i wzdłuż tak, że zupełnie nie można go było poznać. Kieszenie były puste; karabin zabrano naturalnie także.
Indjanin patrzył zamyślony wdal, a potem wyrzekł tonem najgłębszego przekonania: