Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego zabito twego białego brata? Kto ty jesteś i co robisz w tej okolicy? Czy ci sami trzej ludzie zranili cię w ramię?
Przyjazny ton, w jakim te pytania zadał, świadczył, że czerwony jest dla niego dobrze usposobiony i że nie żywi wobec niego żadnych podejrzeń. Dlatego odpowiedział na postawione sobie pytania. Indjanin słuchając nie patrzył na niego, potem jednak obrócił nań przenikliwy wzrok i zapytał:
— A więc twój towarzysz musiał za ciebie narazić swe życie?
Jankes spuścił oczy i odpowiedział, prawie jąkając się:
— Nie! Prosiłem go, aby się ze mną ukrył, ale on nie chciał.
— Czy pokazałeś mu, że mordercy idą za wami?
— Tak.
— I powiedziałeś, że chcesz się tu ukryć?
— Tak.
— Dlaczego wskazał on mordercy, kiedy ten pytał o ciebie, farmę na wschód stąd?
— Aby go oszukać.
— A więc chciał cię ocalić. To był dzielny towarzysz! Czy ty byłeś jego godnym? Tylko Wielki Manitou wie wszystko! moje oko nie może wejrzeć w twe serce. Gdyby to było możliwe, to musiałbyś się może wstydzić przede mną; ja będę milczał; twój Bóg niech będzie twoim sędzią. Czy znasz mnie?
— Nie, — odpowiedział Hartley pokornie.
— Jestem Winnetou, wódz Apaczów. Moja ręka ściga złych ludzi, moje ramię ochrania każdego, kto ma