Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To był list polecający do Inżyniera Charoy w Sheridanie,
— Co? Naprawdę? I tyś mu go zwrócił?
— Tak. Nacóżby się nam przydał ten świstek?
— Jeszcze pytasz o to? To przecież jasne jak dzień, że list byłby ogromnie pomógł przy wykonaniu naszego planu. Opuściliśmy naszych, aby poznać miejscowość j stosunki w kasie, co jest tem trudniejsze, że nie powinniśmy się dać widzieć. Gdybyśmy zabrali temu człowiekowi list, to jeden z nas mógłby udać się do Sheridanu i podać się za pisarza; z pewnością zajętoby go w biurze, miałby wgląd w książki i mógłby może już w pierwszym lub drugim dniu udzielić potrzebnych wiadomości.
— Do djabła! — zawołał kornel. — To prawda! Jak mogło się stać, że nie przyszło mi to na myśl. Ty właśnie jesteś obznajomiony z piórem; mógłbyś się podjąć tej roli.
— I byłbym się z tego należycie wywiązał. W ten sposób usunęlibyśmy wszystkie trudności. Czy nie można jeszcze powetować tej straty?
— Z pewnością! Naturalnie, że jeszcze czas! Wiemy przecież, dokąd się tamci udają; droga, którą im wskazał farmer, prowadzi tędy. Potrzeba więc tylko zaczekać, aż nadejdą.
— Bardzo słusznie! Zróbmy tak! Lecz nie wystarczy odebrać pisarzowi listu, bo poszedłby do Sheridanu i mógłby nam wszystko popsuć. Musimy przeszkodzić w tem tak jemu, jak i szalbierzowi.
— To się rozumie. Wpakujemy każdemu kulę w łeb i zagrzebiemy ich. Ty pójdziesz potem z listem do inżyniera; spróbujesz dowiedzieć się wszystkiego, czego nam