Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/064

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ja nie jestem jego służącym; spotkałem go niedaleko od farmy — oświadczył ów z trwogą.
— Tak? Kim lub czem właściwie jesteście?
Heller powiedział prawdę i dał kornelowi list polecający. Ten przeczytawszy, zwrócił mu pismo i rzekł pogardliwie:
— Wierzę wam; kto na was spojrzy, ten na pierwszy rzut oka pozna, że jesteście z gruntu poczciwym człowiekiem, który jednak prochu nie wynajdzie. Owszem! Idźcie do Sheridan; do was nic nie mam! — a zwróciwszy się do jankesa, mówił dalej: — Mówiłem o naszej części; ponieważ jednak nas okłamałeś, to nie możesz się skarżyć na to, że zabierzemy ci wszystko. Staraj się dalej robić dobre interesa; jeśli się kiedy znowu spotkamy, podzielimy się dokładniej.
Hartley próbował grzecznemi słowy wydobyć zpowrotem przynajmniej część pieniędzy, lecz miało to tylko ten skutek, że go wyśmiano. Kornel dosiadł konia i odjechał z towarzyszami ku północy, co wyraźnie świadczyło, że ani myślał o górach.
W drodze zaśmiewali się hultaje, omawiając świeżą przygodę; zgodzili się pieniądze podzielić między siebie, nie mówiąc o tem nic towarzyszom. Znalazłszy po dłuższym czasie odpowiednie miejsce, skąd mogli widzieć całą okolicę i gdzie nie można ich było ani podsłuchać, ani podpatrzeć, zeszli z koni, aby przeliczyć łup. Kiedy każdy schował swoje, odezwał się jeden z trampów do kornela:
— Powinieneś był obszukać i drugiego. Pytanie, czy powiedział prawdę i czy rzeczywiście jest pisarzem. Co było w tym liście, który ci pokazywał?