Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/060

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Szliśmy w kierunku zachodnim, teraz jednak zawrócimy na północ, bo nie mam zamiaru iść do tamtej farmy; poszukamy drugiej. Krowa była tak chora, że zdechnie z pewnością już w ciągu godziny. Gdyby wtedy farmerowi wpadło do głowy puścić się za mną w pogoń, mogłoby się to źle dla mnie skończyć. Ale obiad i pięć dolarów za dziesięć kropel anilinowej wody, czy to nie pociągające? Spodziewam się, że zrozumiecie wasz interes i przyjmiecie służbę u mnie!
— Zawiedliście się, sir, — odpowiedział Heller. — To, co mi obiecujecie, stanowi sumę wielką, bardzo wielką; zato jednak musiałbym jeszcze więcej bezeceństw popełniać. Nie bierzcie mi tego za złe! Jestem człowiekiem uczciwym i chcę nim pozostać. Sumienie zabrania mi zgodzić się na waszą propozycję. —
Powiedział to tak poważnie i stanowczo, że magister zrozumiał, iż wszelkie dalsze namowy będą bezskuteczne; dlatego odezwał się, kiwając z politowaniem głową:
— Pragnąłem waszego dobra. Szkoda, że macie tak delikatne sumienie!
— Dziękuję Bogu, że nie dał mi innego. Macie waszą skrzynkę zpowrotem. Chciałbym się wam odwdzięczyć za to, coście dla mnie uczynili, ale nie mogę; niemam środków.
— Well! Każdy człowiek jest panem swojej woli; dlatego nie chcę dłużej na was napierać. Ale mimo to nie koniecznie musimy się zaraz rozstawać; przynajmniej do najbliższej farmy możemy pozostać razem. —
Po tych słowach wziął znowu na plecy swą skrzynkę. Milczenie jednak, w jakie teraz popadł, kazało się