Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


waszym miejscu nie pozwoliłbym się ogarnąć trwodze Zdaje mi się, że daliście się trochę kiwnąć.
— O nie! Położenie było rzeczywiście niebezpieczne.
— Więc jesteście przekonani, że was ścigano?
— Z pewnością! Dlatego unikałem dotąd wszystkich farm, aby się nie dowiedziano, dokąd się zwróciłem.
— I jesteście pewni, że w Sheridan przyjmą was dobrze i że otrzymacie posadę?
— Tak, bo mr. Norton i mr. Charoy, inżynier w Sheridan, żyją w wielkiej ze sobą przyjaźni.
— Jaką pensję spodziewacie się otrzymać?
— Miałem teraz ośm dolarów tygodniowo i myślę, że zapłacą mi tam tak samo.
— Mam dla was posadę z dwa razy większą pensją, a więc z szesnastu dolarami i wolnem mieszkaniem,
— Rzeczywiście? — zawołał pisarz uradowany, zrywając się z miejsca. — Szesnaście dolarów? Gdzie można dostać taką posadę?
— U mnie.
— U... was? — zabrzmiało tonem rozczarowania.
— Naturalnie, Prawdopodobnie nie spodziewacie się tego po mnie?
— Hm! Nie znam was.
— Temu możemy zaraz zaradzić. Jestem magister-doktór Jefferson Hartley, physician i farrier.
— A więc lekarz ludzi i koni?
— Lekarz dla ludzi i zwierząt, — skinął jankes. — Jeżeli macie ochotę, to możecie zostać moim służącym; zapłacę, ile przyrzekłem.
— Ale ja nie rozumiem się wcale na waszym zawodzie — oświadczył skromnie Heller.