Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/042

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pochwycili, i ja z dwoma dzielnymi chłopcami podkradłem się, aby was stąd uprowadzić. A jeżeli mi nie ufacie, bo nie możecie widzieć mojej twarzy, to dowiodę wam prawdziwości moich słów przez to, że was rozwiążę. Podajcie mi wasze więzy!
Kilka cięć nożem i trzej jeńcy mogli znowu swobodnie używać swych rąk i nóg.
— Teraz pocichu nadół do czółna, — szepnął Droll. — Przyszliśmy przez kanał i mamy łódkę. Wy wsiądźcie do niej z małą miss, — schronicie się do kanału, który przecież znacie, — i czekajcie, aż tu się taniec skończy.
— Taniec? Jaki taniec?
— Ten właśnie ma się zacząć. Tu po tej stronie trampi mają rzekę, a naprzeciw mur, to znaczy dwie przeszkody, których nie będą mogli przebić. Na prawo od nas znajduje się Old Firehand z pewną liczbą rafterów i myśliwych, a tam na lewo czeka na mój znak do ataku wódz Osagów Wielkie Słońce z gromadą czerwonych.
— Ach, tak się rzecz ma! A my mamy w łódce schronić się w bezpieczne miejsce? Czy rzeczywiście myślicie, że mój brat i ja jesteśmy takimi tchórzami i będziemy siedzieć z założonemi rękami, gdy tymczasem inni będą narażać dla nas swe życie? Nie, sir, mylicie się!
— Hm! pięknie! Miło mi to słyszeć! Będziemy mieć dwu ludzi więcej. Ale mała miss nie może pozostać tutaj, bo kule będą latać.
— Naturalnie. Bądźcie tak dobrzy i zawieźcie ją do