Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/040

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


draba nie stanie!
— Macie więc jaki plan?
— Tak. Jeńcy nie muszą wchodzić do wody, bo łódkę podprowadzimy aż na miejsce.
— To zobaczą nas, bo zarysy łódki będą się odbijać od błyszczących fal.
— Macie go z blaskiem! Po wczorajszym deszczu woda jest tak mętna, że zwłaszcza pod drzewami na brzegu nie można jej odróżnić od lądu. Podprowadzimy więc tam łódkę i przywiążemy ją; wy pozostaniecie przy niej we wodzie; ja pójdę sam na brzeg, aby poczęstować nożem strażnika i jeńców uwolnić z więzów; potem przyprowadzę ich do was; popłyną oni do kanału, gdzie będą bezpieczni, a my usadowimy się zupełnie spokojnie na miejscu, które zajmowali jeńcy. Wtedy damy znak, krzyk sępa, i zaraz zacznie się taniec. Zgoda?
— Well, nie można lepiej zrobić.
— A wy, uncle?
— Pięknie wasz plan obmyślony — i pięknie będzie spełniony, — odpowiedział zapytany w swój poetyczny sposób.
— Pięknie! A więc naprzód!
Odwiązawszy łódkę, wypchnęli ją z kanału na rzekę. Droll sterował. Posuwali się tuż przy brzegu, powoli i ostrożnie, dopóki Droll nie kazał stanąć; zauważyli, że przywiązał łódkę przy brzegu.
— Jesteśmy na miejscu, — szepnął do nich. — Teraz czekać, aż wrócę!
Brzeg nie był tu wysoki i Droll cicho poczołgał się wgórę. Po drugiej stronie zarośli gorzał, przy dwu