Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/036

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To zbyteczne! Wiem, jak sprawy stoją., bo podkradałem się tak blisko nich, że mogłem ich dokładnie słyszeć. Złoszczą się straszliwie na nasze ogniska, które uniemożliwiają im napad, i chcą zaczekać, aż zabraknie nam drzewa i węgli; są przekonani, że po kilku godzinach wyczerpie się nam zapas, bo farmer nie mógł być naturalnie przygotowanym na tak wielkie zużycie paliwa. Potem chcą zacząć.
— To bardzo korzystne dla nas, bo zyskamy czas na zamknięcie pułapki.
— Jakiej pułapki?
Old Firehand wyjaśnił mu, jaki miał plan.
— To wspaniałe! Hi hi hi — śmiał się Droll półgłosem, jak to zwykł był czynić, gdy go co wprawiło w dobry humor. — To musi się udać i uda się napewno. Te draby mianowicie są przekonani, że sądzimy, iż oni znajdują się jeszcze ciągle pod drzewami. — Ale, sir, trzeba przytem pomyśleć o czemś, co ma wielkie znaczenie,
— O czem?
— O położeniu jeńców. Boję się, że ich zabiją, skoro tylko rozpoczną się kroki nieprzyjacielskie.
— Czy sądzicie, że ja nie zastanawiałem się także nad tem? Podkradniemy się tam, a trzej z nas będą mieli obowiązek czuwać nad obu Butlerami i młodą damą, skoro tylko zaczniemy walkę. Czy ich związano?
— Tak, ale nie mocno.
— No, to musi się ich szybko uwolnić z więzów, a potem...
— A potem z nimi do wody — przerwał szybko Droll.
— Do wody? — zapytał Old Firehand zdumiony.