Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


knięcia?
— Każę sprowadzić Indjan; podkradną się ku nam od południa, my zaś, znajdujący się tutaj, uderzymy od północy.
— A mury pozostawicie bez osłony?
— Nie, zostaną parobcy i ci wystarczą. Naturalnie źlebyśmy na tem wyszli, gdyby trampi wpadli na to, aby uderzyć na mury; ale nie spodziewam się po nich takiej przebiegłości. Nie domyślą się, że jesteśmy tak zuchwali i że porzuciliśmy ten punkt obronny. Każę się także wywiedzieć, gdzie są ich konie, gdyż z pewnością nie będzie trudno pokonać tych kilku strażników, jakich przy nich pozostawili. Kiedy dostaniemy w ręce konie, draby znajdą się w rozpaczliwej sytuacji, bo będziemy mogli za dnia ścigać każdego, który nam dziś wieczór ujdzie. —
Teraz Czarny Tom i stary Blenter poszli poszukać koni. Następnie wysłano dwu parobków, znających dobrze okolicę, do wodza Osagów, aby mu zanieść dokładne wskazówki.
Przeszedł dość długi czas, zanim parobcy powrócili; — znalazłszy Indjan, przyprowadzili ich ze sobą; ci leżeli w odległości zaledwie kilkuset kroków od trampów nad rzeką i byli gotowi uderzyć na odgłos pierwszego strzału. Wkońcu powrócił także Droll z Billem i Uncle’em
— Wszyscy trzej? — zapytał Old Firehand z wyrzutem. — Powinien był przynajmniej jeden pozostać.
— Nie wiem dlaczego, jeśli to potrzebne, — odpowiedział DroII.
— Naturalnie, aby obserwować trampów!