Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Minęła z górą godzina i zdawało się, że nic się nazewnątrz nie porusza. Wtem nadszedł, przelazłszy przez mur, Gunstick-uncle, a wyszukawszy Old Firehanda zawiadomił go w swój oryginalny sposób:
— Trampi drzewa opuścili, — gdzieindziej się rozłożyli.
— Spodziewałem się tego. — Ale gdzie? — zapytał myśliwy, śmiejąc się z rymów. — Zapytany wskazał na róg mury na prawo od bramy i odpowiedział z niezwruszoną powagą:
— Między krzaki ponad rzeką; — właśnie teraz się tam wleką.
— Odważyli się tak blisko podejść? Przecież słyszelibyśmy ich konie?
— Te na prerję odpędzono — i wśród trawy umieszczono; — lecz ja miejsce to poznałem, — choć lampy z sobą nie miałem.
— A gdzie są Bill i Droll?
— Ci się za nimi skradają — i łotrzyków podglądają.
— Pięknie! Muszę znać dokładnie to miejsce, gdzie leżą trampi. Bądźcie więc tak dobrzy i udajcie się zpowrotem do tamtych dwóch. Kiedy się draby na stałe ułożą, proszę mi o tem donieść; myślą zapewne, że mądrze zrobili, ale wpadli właśnie w pułapkę, którą należy nam tytko zamknąć.
Uncle oddalił się, a lord, który przysłuchiwał się tej rozmowie, zapytał Old Firehanda, jaką pułapkę ma na myśli. Ten odparł:
— Nieprzyjaciel znajduje się nad rzeką; poza sobą ma wodę, zprzodu mur; jeśli trampów zamkniemy z pozostałych dwóch stron, to mamy ich w potrzasku.
— Zupełnie słusznie! Ale jak dokonacie tego zam-