Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/023

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


brat z córką. Posłaniec, którego wysłaliśmy dla ostrzeżenia, nie spotkał się z nimi.
Lord złożył swą lornetę i zawołał:
— Musimy szybko wsiąść na konie i popędzić ku nim, inaczej wpadną trampom w ręce!
Chciał odejść, ale myśliwy wstrzymał go:
— Pozostańcie, sir, i nie podnoście hałasu! Kobiety nie powinny się teraz o tem dowiedzieć. Nie możemy tamtych ostrzec, ani im pomóc, bo już za późno. Patrzcie! patrzcie!
Lord, przyłożywszy znowu lornetę do oka, ujrzał, że trampi ruszyli z miejsca galopem naprzeciw owych ludzi.
— All devils! — zawołał. — Zabiją ich!
— Ani się śni! Jaką korzyść może im przynieść śmierć tych trzech osób? Żadnej. Jeśli zaś pozostawią ich przy życiu jako zakładników, to mogą wymusić na nas ustępstwa. Patrzcie! Już się stało! Otoczono ich. Nie mogliśmy temu zapobiec.
— Well, to słusznie, sir, — odpowiedział lord. — Ale czy rzeczywiście pozwolimy im wymusić jakiekolwiek ustępstwa? Właściwie musielibyśmy się wstydzić, wdając się choćby tylko w rokowania z tymi ludźmi.
Old Firehand wzruszył ramionami w szczególny sposób; na ustach jego pojawił się lekki uśmiech, kiedy odpowiedział:
— Pozostawcie to mnie, sir! Nie uczyniłem nigdy niczego, czegobym musiał się wstydzić. Jeśli wam mówię, że tym trzem osobom, które tam właśnie pochwycono, nie grozi żadne niebezpieczeństwo, to możecie mi wierzyć. Mimo to jednak, proszę was, nie dajcie