Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/008

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ności uznał Old Firehand to, aby również jeszcze w nocy zagnać trzody Butlera na pastwiska najbliższego sąsiada. Potem wysłano posłańca w kierunku fortu Dodge, aby ostrzec przed trampami obu braci Butlerów w razie, gdyby już znajdowali się w drodze powrotnej. —
Old Firehand wyprowadził towarzyszy na dach, skąd rozciągał się bardzo daleki widok — od wschodu i północy na falistą prerję, skąpaną w trawie, — od południa i zachodu na obszerne i dobrze uprawne pola, obsiane kukurydzą i zbożem.
— Kiedy nadejdą oczekiwani Indjanie? — zapytał Droll.
— Według wczorajszej rachuby wodza, mogą się tu zjawić wkrótce, — odpowiedział Firehand.
— Na to nie liczę. Ci czerwoni muszą się najpierw zebrać, może nawet zdaleka; nie wyruszają nigdy na wyprawy wojenne, zanim nie uczynią zadość swym starym obyczajom. Będziemy mogli się cieszyć, jeśli przybędą tu na południe. Wtedy jednak mogą i trampi znajdować się w pobliżu. Co do mnie, to nie mam zbyt wielkiego zaufania do tych Szeyennów i Arapahoesów.
— Ja także nie, — zgodził się Bill. — Oba te szczepy są bardzo nieliczne i od długiego czasu nie miały w rękach toporów wojennych. Nie możemy się zdać na nich; również silnych sąsiadów niema, musimy więc przygotować się na długie oblężenie.
— Nie mamy potrzeby łamać sobie nad tem głowy, bo w piwnicach znajdują się wszelkie zapasy żywności, — oświadczył Old Firehand.
— Ale woda, która przecież jest rzeczą główną! — dodał Droll. — Kiedy trampi staną pod murem, nie będziemy mogli dostać się do rzeki, aby zaczerpnąć wody!