Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 02.djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I
WALKA O FARMĘ BUTLERA.

Wczesnym rankiem obudzono obrońców farmy. Dzień letni zapowiadał się ciepły, a nawet gorący. W miłem świetle porannem budynek, przedstawiający się wczoraj tak posępnie, teraz wyglądał zupełnie inaczej. Urządzony dla wielkiej liczby mieszkańców, zbudowany był z palonej cegły. Był długi i głęboki i składał się z parteru oraz piętra z płaskim dachem. Okna miał bardzo wysokie, lecz tak wąskie, że człowiek nie mógłby się przez nie przecisnąć. Ta ostrożność nie wadziła w okolicy, przez którą przebiegali często rozbójniczy Indjanie. Zdarza się tam, lub przynajmniej zdarzało często, że taka samotna farma musiała bronić się przez wiele dni przed czerwonymi opryszkami.
Niemniej przezornie zbudowano wielkie i obszerne podwórze, otoczone murem „adobesowym“, zaopatrzonym w strzelnicę. Pomiędzy otworami umieszczono szerokie ławy murowane, na których można było stanąć, gdyby wypadło strzelać poza mur.
Nieopodal domu szumiała przepływająca rzeka, której bród przebyto wczoraj. Można go było wygodnie ostrzeliwać z poza muru, a w nocy na rozkaz Old Firehanda zamknięto przejście przez niego zapomocą zasieków. Za drugi i to bardzo potrzebny środek ostroż-