Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/188

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie jeden za drugim, a wszystko zależało od Old Firehanda. Lord począł znowu odczuwać szacunek dla tego człowieka. — Jechano tak godzinę i jeszcze drugą z krótkiemi tylko przerwami, w czasie których koniom dawano wytchnąć. Deszcz padał ciągle, jednak już drobny i lekki. Po pewnym czasie usłyszano od przodu głos Firehanda:
— Baczność, messurs! Droga idzie wdół, a potem przez bród, lecz woda dosięgnie koniom zaledwie brzuchów.
Kiedy zwolniono biegu, usłyszano szum rzeki i ujrzano fosforyzującą powierzchnię wody. Stopy jeźdźców zanurzyły się w wodzie i wkrótce dotarto do przeciwnego brzegu. Nastąpiła jeszcze jazda kilkuminutowa, poczem zatrzymano się. Rozległ się ostry głos dzwonka.
— Co to? Kto dzwoni i gdzie jesteśmy? — zapytał Anglik Humply-Billa.
— Przed bramą farmy Butlera — odparł tamten. — Podjedźcie kilka kroków dalej, a dotkniecie muru.
Psy zaszczekały, a wkrótce potem dał się słyszeć głos pytający:
— Kto dzwoni? Kto chce wejść?
— Czy master Butler powrócił? — zapylał Firehand.
— Nie.
— To przynieście klucze od lady i powiedźcie, że Old Firehand przybył.
— Old Firehand? Well, sir! Zaraz się zrobi. Ma’am jeszcze nie śpi, a również inni czuwają. Osaga tu był i doniósł, że przyjedziecie.
— Co za ludzie tu żyją! — szepnął lord.
— A więc wódz jechał jeszcze prędzej niż my!
Po jakimś czasie usłyszano, jak odpędzono psy;