Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Słusznie, sir. Ja też zakładam się tylko ubocznie. Jeśli przyjdzie czas na czyny, znajdziecie mnie na stanowisku, równie pewnie, jak sami będziecie na swojem. Siła fizyczna nie jest jeszcze wszystkiem. —
Lord wpadł w gniew i obrzucił herkulesową postać myśliwego wzrokiem obrażającym. Ten przez chwilę nie wiedział, jak postąpić z Anglikiem, lecz zachmurzona twarz jego prędko się rozjaśniła i odpowiedział:
— Dajmy spokój, sir! Zanim się lepiej nie poznamy, nie mówmy przynajmniej sobie grubijaństw. Wy jesteście tu jeszcze nowym człowiekiem.
Lecz słowo „nowy“ wywarło skutek wręcz przeciwny, i lord zawołał jeszcze gniewniej, niż przedtem:
— Coście powiedzieli? Czy może wyglądam nowo? Jestem tak wyekwipowany, jak życie prerji wymaga, wy zaś wyglądacie, jakbyście przyszli z jakiego klubu!
O to szło! Old Firehand mianowicie miał na sobie ten sam elegancki garnitur podróżny, co na parowcu. Nie zmienił go jeszcze, gdyż jego odzież myśliwska znajdowała się na farmie Butlera. Dlatego to, Anglik nie uznawał w nim zupełnego westmana. To też Firehand, uśmiechając się, odparł:
— Nie mogę wam, sir, nie przyznać racji; ale może się jeszcze przystosuję do Zachodu; na wszelki wypadek pozostańmy przyjaciółmi.
— Jeśli tak myślicie na serjo, to nie gniewajcie się więcej o zakład. — Ale, nie pojmuję, dlaczego chcecie tutaj pozostać, zamiast jechać na farmę?
— Mam do tego słuszny powód.
— Czy mój biały brat zechce nam ten powód wyjaśnić? — zapytał Osaga.