Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/184

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Czy indjanie słyszeli, że trampi mają napaść na farmę Butlera?
— Tak!
— Otóż to! A potem umknęli. Czyż kornel nie musi wpaść na tę prostą myśl, że pośpieszą do Butlera, aby go o tem zawiadomić?
— Do djabła! To zupełnie zrozumiałe!
— Naturalnie. Chcąc możliwie zmniejszyć szkodę, jaką Indjanie mogą wyrządzić, ruszą wcześnie. Zakład, że już teraz postanowili o świcie dosiąść koni.
— Zakład? — zawołał lord. — Well! Wy jesteście, sir, człowiekiem w moim guście! Zakładacie się, że tamci ruszą już z rana! Dobrze! Więc ja utrzymuję, że opuszczą Osage-nook dopiero jutro wieczór! Stawiam dziesięć dolarów, nawet dwadzieścia, — — i trzydzieści! A może wolicie pięćdziesiąt?
Mówiąc to, pociągnął torbę ku przodowi i otworzył ją, aby wydobyć pieniądze. Lekki, przez Anglika niespostrzeżony, gest Humply-Billa wystarczył, aby Old Firehand wiedział, że ma przed sobą człowieka, ogarniętego spleenem. To też odpowiedział:
— Schowajcie, sir, wasz portfel; ani mi się śni brać zakład na serjo.
— Ale ja chętnie się założę! — upierał się lord.
— Ja jednak nie!
— To szkoda, wielka szkoda! Tak dużo dobrego i pięknego słyszałem o was.Taki gentleman, jak wy, powinien się bezwarunkowo zakładać!
— Idzie o własność i życie wielu ludzi i jest naszym obowiązkiem zapobiec temu nieszczęściu. Zakładem zaś tego nie dokażemy.