Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kulami.
— Do pioruna! — odezwał się Old Firehand, przyniósłszy swego jeńca do ogniska. — To Menaka szecha, wódz Osagów. Z jego strony nie potrzebujemy się niczego obawiać.
— Sapperlott! — dodał Droll. — To rzeczywiście Humply-Bill! Chłopie, przyjacielu, dziecko kochane, czy nie mogłeś mi tego powiedzieć, kiedym cię brał za gardło? Teraz leżysz tutaj, nie mogąc ani mówić, ani nawet dychać! Wstawaj i chodź w moje ramiona, bracie mój najukochańszy! Ach, prawda! Przecież on nie rozumie ani słowa po niemiecku! Ale chyba mi nie umrze! Wstańże wreszcie, skarbie drogi! Ja cię naprawdę nie chciałem udusić, choć to się stało napoły!
Przyduszony leżał z zamkniętemi oczyma, chwytając z trudnością powietrze; wreszcie podniósł powieki, rzucił długie przytomne spojrzenie na pochylonego nad nim Drolla i zapytał ochrypłym głosem:
— Czy to możliwe? Ciotka Droll!
— Naturalnie, to ja! — zawołał radośnie zapytany już w języku angielskim.
— Zostałem tak nagle pochwycony, że... Nieba! Old Firehand!
Ujrzał obok myśliwego ’ ta nowa niespodzianka przywróciła mu zdolność ruchu. Ucisk dłoni Firehanda był jednak znacznie silniejszy niż ciotki Droll, wódz bowiem leżał ciągle jeszcze na ziemi nieruchomo z zamkniętemi oczyma.
— Czy nieżywy? — zapytał Bili.
— Nie, — odpowiedział olbrzym, podając małemu rękę. — Jest tylko nieprzytomny, lecz wnet przyjdzie do siebie.