Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/175

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kosztującą pięćdziesiąt dolarów.
— Czy odparcie napadu poszczęści się nam, nie jest tak pewnem, jak sądzicie. Ale jak to było właściwie z Old Shatterhandem, Winnetou i Old Firehandem? Ile zapłacicie, jeśli przypadkiem zobaczycie którego z tych trzech mężów?
— Sto dolarów!
— Dobrze! Jest bardzo prawdopodobnem, że jutro lub pojutrze spotkamy Old Firehanda; ma mianowicie przybyć na farmę Butlera.
Słowa te słyszał jadący przodem wódz; odwrócił się, nie powstrzymując jednak konia, i zapytał:
— Old Firehand, ta słynna blada twarz, ma tam przybyć?
— Tak. Kornel to mówił.
— Człowiek z czerwonemi włosami, który przemawiał? Skąd wie o tem? Czy widział wielkiego myśliwego, a może nawet z nim mówił?
Bill opowiedział, co słyszał.
— Uff! — zawołał wódz. — Wobec tego farma jest uratowana, bo rozum tej bladej twarzy wart jest więcej, niż broń tysiąca trampów. Jakże się cieszę, że go zobaczę!
— Czy znasz go?
— Paliłem z nim kalumet. — Czy czujesz, że zaczyna deszcz padać? To dla nas dobrze, bo deszcz pozwoli stratowanej trawie wkrótce się podnieść i trampi nie będą mogli jutro rano spostrzec naszych śladów. —
Droga sama nie nastręczała żadnych trudności; ani kamień ani rów, ani żadna tego rodzaju przeszkoda nie zatrzymywały jazdy, a doliny były tak szerokie, że zupełnie wygodnie mogło biec razem obok siebie