Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/173

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Tak.
— A jak długo musisz jechać stamtąd, aby dostać się do swoich?
— Pierwsze trzody można napotkać już po upływie połowy dnia, jeśli się ma dobrego konia i jedzie szybko.
— To bardzo dobrze. Będziemy musieli się śpieszyć, aby uratować farmę Butlera.
— Co mówi mój brat? Butler jest przyjacielem i obrońcą Osagów. Czy grozi mu jakie niebezpieczeństwo?
— Tak. Nie mówmy jednak teraz o tem. Musimy przedewszystkiem odjechać stąd, aby oddalić się z sąsiedztwa trampów. Mają oni jutro napaść na farmę; trzeba się tam udać, aby mieszkańców ostrzec.
— Uff! Niech moi czerwoni wojownicy poprowadzą luźne konie, żeby biali bracia mogli łatwiej iść za mną.
Ludzie jego, posłuchawszy tego wezwania, wzięli do rąk zdodyte luźne konie; potem ruszono galopem pomiędzy niskiemi wzgórzami i to po śladach, które rano pozostawili wódz i jego prześladowcy. Ślady te prowadziły prosto w tym kierunku, gdzie leżała farma Butlera, do której Osaga chciał się dostać. —
Galopem! I to w takich ciemnościach! Nawet za dnia tylko dla dobrze znającego tę okolicę było możebnem utrzymać się we właściwym kierunku i bez zbłądzenia w tej prerji falistej; aby po nocy jednak nie zabłądzić, mogło uchodzić prawie za cud. Kiedy Anglik uczynił tego rodzaju wzmiankę małemu Billowi, jadącemu obok niego, ten odpowiedział:
— Tak, sir! Zauważyłem już wprawdzie, że i wy jesteście nie w ciemię bici, ale ujrzycie tu, usłyszycie, a także przeżyjecie jeszcze niejedno, czegoście przed-