Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— To zajście nie stanowi wprawdzie żadnego nieszczęścia, ale zmusza nas do zmiany planu. Musimy jutro ruszyć stąd już bardzo wcześnie.
— Dlaczego? — zapytano.
— Ponieważ Osagowie słyszeli wszystko, o czem rozmawiano. Prawdziwe szczęście, że nie wiedzą nic o naszych zamiarach, co do Eagle-tail, bo o tem mówiliśmy nie tutaj, lecz poprzednio przy dużem ognisku. Wiedzą jednak, jakie mamy plany co do farmy Butlera.
— Czy myślisz, że nas zdradzą?
— Naturalnie!
— Czyżby te łotry były zaprzyjaźnione z Butlerem?
— Zaprzyjaźnieni czy nie, to doniosą mu o tem, aby się na nas pomścić i zgotować nam gorące przyjęcie.
— Racja! Wyruszymy rano! — Chciałbym tylko wiedzieć, gdzie siedzą nasi ludzie, którzy ścigali wodza?
— Dla mnie to także niepojęte! Gdyby Osaga szukał schronienia w lesie, to znaleźć byłoby go ciężko, a nawet niemożliwe; ślad jego jednak prowadzi na prerję, a konia nie miał. Musieli go chyba pochwycić.
— Z pewnością. Ale w drodze powrotnej pewnie ich noc zaskoczyła i może rozłożyli się obozem, żeby nie zbłądzić, i jutro rano natkniemy się na nich. W każdym razie znajdziemy ich ślady, bo poszli w tym samym kierunku, którego musimy się i my trzymać. —
Jednakże mówiący był w błędzie. Niebo, a raczej chmury postarały się o to, żeby wszelkie ślady zostały zatarte, bo wkrótce spadł gwałtowny deszcz, trwający przez kilka godzin, który zatarł ślady, tak ludzi jak i koni.