Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nie dokończył zdania. Bill rzucił się na ziemię, aby nie zostać trafionym; teraz obie lufy jego strzelby błysnęły szybko, a zaraz potem zagrzechotały karabiny trzech innych. Pięciu trampów runęło, a zwycięzcy zeszli w dolinę, aby nie dopuścić do ucieczki koni. Trampów przeszukano.
— Nieźle zrobione, — rzekł Bill. — Ani jeden strzał nie chybił! Śmierć nastąpiła natychmiast.
Wódz Osagów przyglądał się obu ludziom, którym celował w czoło, a widząc małe otwory od kul tuż nad nasadą nosa, zwrócił się do lorda:
— Strzelba mojego brata jest małego kalibru, lecz to niezwykła gun, na której można polegać.
— Tak myślę! — odparł englishman. — Zamówiłem obie te strzelby specjalnie na prerję.
Osaga zwrócił karabin, lecz zrobił przytem minę, z której można było wyczytać jego wielki żal. Zabitym zabrano wszystko, co się mogło przydać, poczem Anglik zapytał:
— Czy teraz do trampów?
— Naturalnie! Znam tę okolicę i wiem, że przed wieczorem nie dostaniemy się do Osage-nook, bo musimy zatoczyć łuk, aby dostać się do lasu poza nimi.
— A te trupy?
— Pozostawimy je poprostu. A może macie ochotę wyprawić tym drabom pogrzeb i zbudować mauzoleum? Niech ich pochowają sępy i kujoty w swych brzuchach!
Konie związano razem, poczem wszyscy dosiedli wierzchowców i ruszyli wprost na północ, by potem zawrócić ku wschodowi. Wódz był przodownikiem. Przez całe popołudnie jechano przez prerję falistą. Kiedy słoń-