Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pierwsze pięćdziesiąt dolarów, — odezwał się Humply do Anglika, schylając się znowu.
— Czy będzie jaka przygoda?
— Bardzo prawdopodobne, bo wódz wypatrywał z pewnością wroga.
— On jest wodzem?
— Tak, to dzielny człowiek, wódz Osagów. Uncle i ja wypaliliśmy z nim fajkę pokoju i braterstwa; jesteśmy więc zobowiązani przyjść mu z pomocą.
— Well, w takim razie chciałbym, żeby oczekiwał nie tylko jednego, ale możliwie sporo przeciwników!
— Nie wywołujcie wilka z lasu! Tego rodzaju życzenia są niebezpieczne, bo się bardzo łatwo spełniają. Chodźmy nadół! Uncle się ucieszy, ale też i ździwi, że wódz znajduje się w tej okolicy.
— Jak nazwaliście czerwonego?
— W języku Osagów „Menaka szecha“, co znaczy „Dobre Słońce“ albo „Wielkie Słońce“. Słońce jest bardzo odważnym i doświadczonym wojownikiem, a przytem przyjacielem białych, chociaż Osagowie należą do nieujarzmionego jeszcze plemienia Siuksów. —
Przyszedłszy nadół, zastali uncle’a w jego sztywnej, teatralnej kreacji; słyszał, co mówili i przybrał tę pozę, aby przywitać swego czerwonego przyjaciela z jak największą godnością. Tymczasem konie zaczęły znów parskać i ukazał się Indjanin. Nosił zwykłą indjańską odzież skórzaną, podartą jednak w kilku miejscach i poplamioną świeżą krwią. Broni nie miał żadnej. Na jego policzkach widniało wytatuowane słońce. Skórę w przegubach obu rąk miał startą; widocznie związano go, lecz zdołał te więzy rozerwać — w każdym razie uciekał