Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Co? Tylko nieźle? Weźcie pod uwagę tę wysokość i to, że kula trafiła ptaka prosto w serce, bo wszak już wgórze był martwy! Każdy znawca nazwałby ten strzał mistrzowskim.
— Well! Drugi! — skinął lord na drugiego, nie odpowiadając na zarzut garbusa.
Gunstick — Uncle podniósł się sztywno z ziemi, oparł lewą rękę na swym długim riflesie, wniósł prawą jak deklamator, zwrócił oczy w niebo ku drugiemu sępowi i odezwał się patetycznie:
— Krąży orzeł po przestworzach nieba, — patrzy, gdzie się rozciąga ziemi gleba; — czy gdzie nie leży martwe cielę; — ja go jednakże i tak zastrzelę!
Przy wygłaszaniu tych rymów, postawa jego była tak sztywna i kanciasta, jakby manekina. Nie odezwał się dotychczas ani słowem, to też tem większe wrażenie musiał wywołać ten wspaniały wiersz. Tak myślał długi; dlatego opuścił wyciągniętą rękę, zwrócił się ku lordowi i spojrzał na niego w dumnem oczekiwaniu. Anglik oddawna już przybrał swą głupią minę; teraz przez twarz jego przebiegło drgnienie, jakby walczył ze śmiechem lub płaczem.
— Czy słyszeliście dobrze, mylordzie? — zapytał garbaty. — Tak, Gunstick — Uncle jest wykształconym człowiekiem. Był dawniej aktorem, a dotąd jeszcze jest poetą; mówi nadzwyczaj mało, ale gdy raz otworzy usta, to płyną z nich tylko anielskie pienia, to jest rymy.
— Well! — odparł Anglik. — Czy mówi w rymach czy sałatą, to nie moja, tylko jego rzecz; ale czy umie strzelać?