Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w swe ręce tego kornela.
— I ja także, ja także! — przyłączył się Droll. — Bardzo chętnie poszedłbym z wami, nie dla zapłaty, lecz dla samych przygód; uważam też za bardzo wielki zaszczyt, móc jechać z Old Firehandem. Ale nie mogę, bo i ja muszę siedzieć na śladzie tego łotra.
Po twarzy Old Firehanda przebiegł lekki uśmiech, kiedy odpowiedział:
— Wy dwaj żywicie pragnienie, które najpewniej wtedy się spełni, gdy pozostaniecie ze mną. Opuszczając ognisko trampów, aby przyjść tutaj, musieliśmy naturalnie prowadzić powiązanych jeńców; jednego, najmłodszego z nich, wziąłem w swoje ręce. Miał odwagę przemówić do mnie i dowiedziałem się z jego słów, że właściwie nie należy do trampów i martwi go to, iż był razem z nimi; przyłączył się do nich tylko ze względu na brata, który dziś został zabity. Dał mi wyjaśnienia co do zamiarów kornela na przyszłość. — Chciałbym go zatrzymać, przy sobie, tak ze względów ludzkości, jak i roztropności. Czy mam tego człowieka przyprowadzić?
Kiedy obecni zgodzili się na to, Old Firehand poszedł po trampa. Ten miał niewiele ponad lat dwadzieścia, wyglądał na roztropnego i był silnej postaci. Old Firehand zdjął mu więzy i kazał usiąść obok siebie.
— No, — zwrócił się do niego — widzisz, że nie waham się spełnić twe życzenie. Brat sprowadził cię na manowce; jeśli więc złożysz mi przyrzeczenie, że będziesz odtąd uczciwym człowiekem, to uwolnię cię w tej chwili i będziesz mógł stać się dzielnym westmanem. Jak się nazywasz?