Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zresztą chcę wam wszystkim uczynić pewną propozycję
— Jaką?
— O tem później. Teraz mamy coś ważniejszego do roboty; musimy udać się do waszego baraku.
— Dlaczego nie mamy tu pozostać do rana, sir?
— Ponieważ wasza własność jest w niebezpieczeństwie! Po kornelu można się wszystkiego spodziewać; może bardzo łatwo wpaść na myśl odwiedzenia waszej chaty.
— Zounds! Toby było fatalne! Mamy tam narzędzia i broń zapasową, a także proch i ładunki. Prędko, śpieszmy tam!
— Bardzo dobrze! Idźcie przodem, Blenter, i weźcie jeszcze dwu ze sobą. Reszta pójdzie za wami z końmi i jeńcami; drogę będziemy sobie oświecać łuczywem, które zabierzemy z ogniska. —
Bystry myśliwy osądził rudego kornela zupełnie słusznie; ten rzeczywiście znalazłszy się w lesie, ukrył się za drzewem; słyszał, jak Droll przebiegł obok niego, i widział, że Old Firehand powrócił do ogniska. Ponieważ Droll obrał kierunek nie ku barakowi, rudy prędko wpadł na pomysł, aby się cicho oddalić w tamtą stronę i śpiesznie skierował swe kroki ku wzgórzu. Przyszło mu na myśl, jak wielką korzyść może mu przynieść zawładnięcie barakiem, a że był już tam, nie bał się, iż zbłądzi. Barak zawierał z pewnością większą część własności rafterów i kornel mógł się na nich pomścić. Dlatego przyśpieszył kroku, o ile na to ciemności pozwalały.
Przyszedłszy na górę, przedewszystkiem stanął nasłuchując; było przecież możliwem, że pozostał tam