Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ocalić życie. Jestem przekonany, że jesteś owym poszukiwanym i, jak się tylko rozwidni, zbadam dokładnie twe włosy.
— Tak długo niema potrzeby czekać — przerwał Fred. — Ma on znak, po którym można go poznać. Kiedy mię rzucił na ziemię i przydeptał nogą, przebiłem mu nożem łydkę na wylot. Niech pokaże nogę; jeśli to on, będą widoczne owe blizny.
Nic nie mogło być dla rudego bardziej dogodnem, niż ta propozycja. Gdyby ją wykonano, nie musiałby rozcinać więzów na nogach. Dlatego odpowiedział szybko:
— Well, mądry chłopcze! Przekonasz się wtedy, że wy wszyscy się mylicie. Dziwię się tylko, że przy całej swej chytrości wymagasz, aby człowiek związany podwinął sobie spodnie!
Chłopiec w zbytniej gorliwości podszedł ku jeńcowi, ukląkł, rozwiązał rzemień, jakim kornel miał nogi związane, i próbował ściągnąć nogawkę nankinowych spodni; otrzymał jednak od rudego tak silne kopnięcie, że zatoczył się daleko, a kornel, zerwawszy się, zawołał:
— Good bye, messurs! Zobaczymy się jeszcze, — i podniósłszy nóż, przebił przez rafterów i znikł między drzewami.
Ucieczka człowieka, którego byli pewni, tak zaskoczyła rafterów, że stali jak przygwożdżeni. Jedynie Old Firehanda i „ciotkę“ Droll nie zawiodła, nawet w tej niezwykłej chwili, wrodzona przytomność umysłu. — Skoro tylko kornel zerwał się z postawy siedzącej i podniósł nóż, Old Firehand wykonał skok, chąc go ująć. Nagle jednak natknął się na nieprzewidzianą przeszkodę; mianowicie tramp, udający zabitego, sądził, że nadeszła chwila dla niego stosowna, bo uwaga wszystkich skierowana była