Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 01.djvu/122

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na kornela. Myśląc więc, że teraz łatwo będzie mu uciec, zerwał się i rzucił ku ognisku, aby przerwać koło utworzone przez rafterów. W tej chwili jednak Old Firehand, potężnym skokiem przesadzając ognisko, zderzył się z trampem; chwycić go, podnieść i rzucić o ziemię, było dla niego dziełem paru sekund.
— Zwiążcie tego draba! — zawołał Old Firehand, a zwracając się za kornelem, któremu to zderzenie dało czas wyrwać się poza obręb obozowiska, porwał za karabin i złożył się, chcąc go zatrzymać celnym strzałem. Lecz zrozumiał niemożliwość wykonania tego zamiaru, bo Droll znajdował się w równej linji ze zbiegem i kula mogła go trafić. Dlatego rzucił strzelbę i pobiegł za nimi.
Rudy kornel zmykał co sił, wiedząc, że tylko w ten sposób ocali swe życie, a za nim pędził Droll i byłby go pewnie doścignął, gdyby nie miał na sobie swego sławnego, skórzanego „sleeping-gown’u“ — bowiem ta część garderoby okazała się w takim pościgu zbyt niestosowną. —
— Stać, Droll! — wołał Old Firehand do biegnącego przed nim. Ten jednak nie zważał na wołanie i biegł dalej. Teraz kornel, mając za sobą światło, padające od ogniska, znikł w ciemnościach lasu.
— Stać, na miłość boską, stać, Droll! — zawołał znowu Old Firehand rozgniewany mocno.
— Muszę go dostać, muszę go dostać! — odpowiedział podniecony „ciotka“ swym fistułowym głosem i rzucił się także między drzewa.
Wówczas Firehand, jak dobrze wytresowany koń, który nawet w galopie słucha wędzidła, zatrzymał się w naj-